Fot. Cezary Rapa

Jeśli karnawał, to tylko na Naksos!

Grecja pełna jest legend i mitów, to kraj bogów i filozofów, bogatej kultury, kolebka cywilizacji zachodniej. Wracam tu od lat, podziwiając wspaniałe zabytki i odludne rejony, próbując lokalnej kuchni i poznając Greków z różnych części kraju, ich tradycje i sposób życia. Teraz jestem tu znowu, żeby zobaczyć jeden z najciekawszych karnawałów w Grecji. 

Dopływając do portu promem Blue Star Ferries, pierwszym, co widzę jest ogromna marmurowa brama – Portara. Drzwi do nieukończonej świątyni Apolla, które symbolizują przejście do innego świata. Jestem niesamowicie podekscytowana, podobnie jak dwa lata temu, kiedy przypłynęłam tu po raz pierwszy. Szybko zostawiam bagaże w hotelu Grotta i ruszam na wycieczkę z Antonisem Pothitosem, przyjacielem  i uznanym przewodnikiem, którego korzenie są tutaj.

Fot. Cezary Rapa

Fot. Cezary Rapa

Malownicze krajobrazy Naksos zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. Marmurowe wzgórze, kuros w dolinie Melanes, świątynia Demeter w Gyroulas i tradycyjna wioska Chalki z destylarnią kitronu. W każdym z tych miejsc chciałabym zatrzymać się na dłużej, ale przed nami celebracja kordelati w Kourounochori.

Muzyka i taniec są nierozerwalnie związane z grecką kulturą. Towarzyszą każdemu wydarzeniu – od imprezy rodzinnej po święta religijne i festiwale. Podobnie w czasie karnawału. Place w każdym miasteczku czy wiosce wypełniają się kolorami, dźwiękami oraz mieszkańcami przebranymi w tradycyjne stroje. W wioskach nizinnych jak Tripodes, Eggares, Melanes czy Kourounochori prym wiodą Foustenelatoi znani także jako Kordelatoi. To grupy mężczyzn ubranych w tradycyjne białe stroje przyozdobione kolorowymi wstążkami, którzy odwiedzając sąsiednie wioski, zapraszają kobiety do tańca. W dawnych czasach zwyczaj funkcjonował również jako środek ułatwiający spotkanie młodych ludzi z różnych miejscowości, dzięki któremu zawierano wiele małżeństw.

Tawerna w Kourounochori pęka w szwach. Uderzające jest przywiązanie Greków do tradycji i kultury oraz sposób w jaki to przywiązanie celebrują. Wszyscy uśmiechnięci i radośni. Uroczysta atmosfera podrywa do zabawy i ucztowania  wszystkich mieszkańców. Tańczę i ja!

Fot. Cezary Rapa

Fot. Cezary Rapa

Antonis zerka na zegarek. Wiem, że pora się zbierać. Przecież nie możemy przegapić pierwszej nocy karnawału w Chorze! Tłumy gromadzą się przy nabrzeżu. Gdy zaczyna się przedstawienie, nie jestem w stanie przecisnąć się do barierek. Wszyscy pragną zobaczyć opowieść o Posejdonie i Amfitrycie. Co prawda wyspa kojarzona jest bardziej z Dionizosem, Zeusem i Demeter, ale to właśnie tutaj bóg mórz i oceanów poznał i zakochał się w pięknej nereidzie – Amfitrycie. Ta początkowo odrzuciła jego zaloty – Posejdon nie należał do najbardziej urodziwych – ale skuszona wizją życia w luksusie, którą przedstawił jej delfin, zdecydowała się zostać żoną boga. I trzeba przyznać, że całkiem nieźle na tym wyszła – wedle podań wiodła rozkoszne życie, którego nie miała nawet bogini niebios Hera. Przedstawienie wieńczy pokaz sztucznych ogni, które rozbłyskują nad Portarą.  Robi się późno, ale nikt nie myśli o tym, żeby iść spać. Dla Greków ważne jest życie chwilą. Bo kto by się przejmował tym, co będzie jutro?

karnawal Naksos

Sobota wypełniona jest oczekiwaniem. Druga noc karnawału to jedno z najważniejszych wydarzeń na wyspie. Pędzimy w okolice kastro, żeby przygotować się do jedynego w swoim rodzaju pochodu.  Prześcieradła, biała i czarna farba, płonące pochodnie, odgłos bębnów i krzyki tysięcy ludzi przemierzających ulice Chory. Oto Lambadaforia! W tę noc wszystkie chwyty są dozwolone – po to właśnie malujemy twarze, żeby pozostać incognito. I mnie się to udaje – znajomi z Paros nie rozpoznają mnie, gdy witam ich tuż przed rozpoczęciem pochodu! W powietrzu czuć podniecenie i radosną atmosferę, która bardzo szybko nam się udziela. Antonis co i rusz sprzedaje mi kolejne smaczki. Jestem zachwycona! Nigdy w życiu nie brałam udziału w takim wydarzeniu. Co kilkanaście metrów jesteśmy częstowani soumą, wysokoprocentowym alkoholem wytwarzanym z moszczu winnego. Humory nam dopisują! Z wymalowanych twarzy uśmiech nie znika nawet na chwilę.

Fot. Cezary Rapa

Fot. Cezary Rapa

Mylicie się myśląc, że to koniec atrakcji. Przed nami niedzielna parada wieńcząca karnawał w Chorze. Kolorowy tłum wypełnia główny plac, a ponadczasowe hity dudnią z głośników. Rzucam się w wir zabawy, podążając za chińskim smokiem i maluchami przebranymi za super bohaterów. Platformy wypełnione uczestnikami w ciekawych kostiumach suną po nabrzeżu. Witam się z Dimitrisem Lianosem, wiceburmistrzem Naksos, przebranym za… baterię! Bo energia do działania musi być! Spotykam znajomych, którzy przypominają mi o uroczystości koudounati w Apiranthos. I znowu nie ma czasu do stracenia!

Fot. Cezary Rapa

Fot. Cezary Rapa

Niespełna godzinę później znajdujemy się w centralno-wschodniej części wyspy w malowniczej górzystej wiosce założonej niegdyś przez uchodźców z Krety. Z tego powodu mieszkańcy posługują się własnym dialektem. Ale to nie jedyna rzecz, która ich wyróżnia. Mieszkańcy Apiranthos znani są z zamiłowania do rymów – niegdyś właśnie w ten sposób się ze sobą komunikowali – oraz świętowania lokalnych tradycji, w tym wspomnianego koudounati. To zwyczaj oznaczający nadejście wiosny, który ma na celu odstraszenie złych duchów. Zakapturzeni mężczyźni obwiązani w pasie dzwonkami i dzierżący w rękach kije przebiegają przez uliczki wioski, robiąc niesamowity hałas. Nie zwracają przy tym uwagi na gapiów, których potrącają i szturchają, a nawet uderzają kijem w głowę (na szczęście!). Nikt się przy tym nie obraża – przecież właśnie na tym polega koudounati!

Fot. Cezary Rapa

Fot. Cezary Rapa

Obserwuję małych chłopców z zapałem ganiających we wszystkie strony. Mają czerwone z wysiłku buzie, na których maluje się duma. To oni są reprezentantami kolejnego pokolenia pasterzy, które dziedziczy rodzinny skarb – donośne dzwonki. Błyszczą im oczy a na twarzach pojawia się szelmowski uśmiech. Dziś rozrabianie ujdzie im płazem, dlatego korzystają z każdej możliwej okazji. Wszyscy mieszkańcy świętują na głównym placu wioski, tańcząc do muzyki na żywo, a następnie obchody przenoszą się do tawern, gdzie zabawa trwa do późna. To ostatni dzień, w którym można pozwolić sobie na jedzenie mięsa, więc stoły są suto zastawione, a souma i wino są nieodłącznymi elementami celebracji.

Fot. Cezary Rapa

Fot. Cezary Rapa

Po trzech dniach nieustającej zabawy mogę z całą pewnością przyznać, że nigdy nie uczestniczyłam w ciekawszym karnawale, gdzie tak duży nacisk kładzie się na tradycję, wspólnotę i gościnność. A z tej ostatniej – jak już zdążyłam się wielokrotnie przekonać w trakcie swoich licznych podróży do Grecji – mieszkańcy Hellady słyną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *